niedziela, 30 grudnia 2012

Ząb zupa zębowa, dąb...


 Oto właśnie maskotka, którą ukończoną pod względem dziewiarskim zgubiłam w Szkole Szycia w Krakowie. Po powrocie z wycieczki zasiadłam z dziewczynami by obejrzeć kolejny odcinek przygód Smoka Wawelskiego w "Porwaniu Baltazara Gąbki", zaglądam do torebki, a tu okazuje się, że ząb mi wypadł i nie mam czego zszywać. Na szczęście w ciągu tygodnia Poczta Polska się wyrobiła i mogłam dokończyć zamówiony prezent tak, by dostarczyć go przed świętami.
Jak przy każdej robótce obiecywałam sobie, że obfotografuję cały proces dziergania, ale kiedy już mam robótkę na drutach... (w tym wypadku moje ukochane jak mawia Bes86 Druty z Lidla, ale to nieprawda, bo to genialne drutki z Coatsa 4,5). Rozpoczęłam prowizorycznie z łańcuszka na szydełku; zęba przybywa i w górę i w dół. Kiepsko wybrałam włóczkę (tę na zmarnowanie, bo zostawiała czerwone kłaczki).
Aby uzyskać efekt fajnej grubej dzianiny zastosowałam potrójną włóczkę, ale nie miałam trzech motków, tylko na bieżąco, na jakieś dwa metry przed robótką robiłam palcami taki rozciągnięty łańcuszek - oczka miały nawet po pół metra. Dzięki temu uzyskiwałam potrójną włóczkę.

Pamiętacie poprzedniego ząbka?
Przy tym wygląda jak mleczak (to opinia dyplomowanej higienistki stomatologicznej).

 Podobnie jak wcześniej inspiracją był tu odkrojony fragment materaca. Tym razem jednak starannie dokleiłam termoklejem (!!!) długaśne cztery korzenie.


 












No właśnie! Cztery. A podczas wizyty u pewnego dentysty z Gliwic dowiedziałam się, że nie ma zębów z czterema korzeniami.
Opowieść nie byłaby jednak kompletna gdybym nie powiedziała Wam, że ząbek będzie na stałe stacjonował w Trójmieście i już niebawem pochwalę się gdzie dokładnie.

Dziś wieczorem w Trójce...

"Góry są po prostu krainą mojej wolności i rejonem, gdzie czuję się najlepiej i gdzie najlepiej jestem w stanie wykorzystać swoje możliwości" – mówi nam himalaistka Anna Czerwińska.
Anna Czerwińska w "Biurze Myśli Znalezionych"Wojciech Kusiński/ Polskie Radio
Zdobywczyni Korony Ziemi będzie gościem kolejnej odsłony cyklu "Biuro Myśli Znalezionych". Zapraszamy do słuchania i oglądania – już w niedzielny wieczór. To będzie rozmowa o pasji, życiu na krawędzi, przekraczaniu granic oraz o miłości.
"Jeżdżę w góry z miłości do tych gór. Nie pożądam ani sławy, ani satysfakcji, ani nie chcę odczuwać, że coś zdobyłam. Mam wrażenie, że wchodzę na górę tylko dlatego, że ona mi pozwala, a nie dlatego, że to na niej wymuszam" – zwierza się w studiu Trójki gość Marcina Zaborskiego.
W programie usłyszymy również innych alpinistów – Krystynę Palmowską i Leszka Cichego oraz dziennikarza Programu Trzeciego Polskiego Radia – Henryka Sytnera, którzy będą pytać Annę Czerwińską między innymi o jej górskie plany na najbliższe miesiące i lata. W muzyczną podróż zabierze nas z kolei trio Dagadana.
Zapraszamy do słuchania "Biura Myśli Znalezionych" w Trójce i oglądania go w wersji video na naszej stronie internetowej. Początek w niedzielę (30 grudnia) o godzinie 21:05.
https://soundcloud.com/dagadana/dagadana-w-biurze-my-li

piątek, 28 grudnia 2012

... przed końcem roku. W hołdzie Monikom.

Przede wszystkim dziękuję za życzenia i poświątecznie Was pozdrawiam. W związku z zawirowaniami grudniowymi nie często tu bywałam, a jednocześnie bardzo dużo rękodziałałam, więc sporo jest do opisania. Mam nadzieję, że uda mi się przed końcem roku.
Zacznę od tego, że wzięłam udział w świątecznej wymiance u Monique.
Od Moniśki dostałam ogromną paczkę z włóczkami i słodyczami, a przede wszystkim z kolczykami i bransoletką. Bardzo dziękuję.

Zdjęcie autorstwa Moniśki

Zdjęcie profilowe Moniśki zainspirowało mnie natomiast do wykonania komina, który chodził za mną od jakiegoś czasu. To taki szyjogrzej - mobious - komin.To taki międzynarodowy twór - połączenie angielskiego środka z francuskim obramowaniem. Dzięki niewidocznemu szwowi, połączyłam przekręcony ściągacz 1 op. 1 ol., tak, że nie trzeba szukać przodu ani tyłu, bo praktycznie go nie widać. Turkus to Tango (ze sklepu IMIS), włóczka, którą bardzo lubię, bo się robi szybko i przyjemnie zwłaszcza na drutach 6 mm.



























Paczkę przyozdobiła moja córa, a jako ozdobę wysłałam błękitne kolczyki. Kartka w technice pergamono.
Mam nadzieję, że się będą nosić.
Przy okazji odkryłam, że dzielimy z Moniśką pasję do wykonywania jajcatych tortów.


Ale nie tylko o tej wymiance nie opowiedziałam Wam w grudniu. 9 grudnia wybraliśmy się do Krakowa.
 Było przeraźliwie zimno. Miałam nadzieję, że dziewczyny rozpogodzi spotkanie ze smokiem (cliche!), ale Zośka od razu stwierdziła: O! Pomnik Smoka! Zresztą pod względem merytorycznym dziewczyny były przygotowane - oglądały "Porwanie Baltazara Gąbki".
 Prawdziwym powodem wybrania tej właśnie daty były odwiedziny w Szkole Szycia - niezwykłe zupełnie miejsce, gdzie jak sama nazwa wskazuje, można nauczyć się szycia, ale też innych ciekawych rzeczy.
Mój czas antenowy jak zwykle zajęły dziewczyny. Ale nie dziwota. Pojechałam w niezblokowanym szarym swetrze, więc może lepiej, że nie ma mnie na zdjęciach.
Więcej zdjęć między innymi to prezentowane poniżej na Facebooku






Poza tym z tego całego zakręcenia i oczopląsu - oj! było co oglądać - zgupiłam (Freud by się wypowiedział - z gupoty też) zgubiłam ukończoną robótkę. Gotową do zeszycia maskotę.
Monika - okazała się jednak na tyle cudowna, że wysłała mi ten mój zewłok, tak, że dotarł przed Świętami i zdążyłam go ukończyć... to będzie dobre miejsce, żeby wziąć oddech.
Resztę tej trzymającej w napięciu historii opowiem Wam jutro.

Kraków. Jednak stolyca. Dawna, czy nie dawna, ale klase majo.

czwartek, 20 grudnia 2012

Bożonarodzeniowo piernikowo



 Biedne te moje dziewczyny! Ich mama robi takie rzeczy, a można z nimi jedynie zapozować do zdjęcia i pora się pożegnać. Pamiętacie Ciastka ze Shreka? A pamiętacie mojego Ciastka (klik). Wystawa w Dobrodzieniu (klik) zaowocowała dwoma zamówieniami. Pierwsze nie było wcale u mnie (klik). Ale  i ja mogłam się wykazać. Tym razem zamówienie było nieco inne - bo ciastek miało być aż trzy i to w dodatku dwie dziewuszki.
 Umówiłyśmy się, że będą miały po 30, 40 i 50 cm. ale chłopczyk wyszedł ciut niewypieczony. Nabieram ostatnio wprawy w poprawianiu, rozcinaniu i zszywaniu. Wystarczy się nie bać, nieco skupić i wyluzować.

 To tak na prawdę nic strasznego :-D.
 Z założenia te pierniczki zawisną na ścianie, więc wypełnienie ze sztywnej gąbki nada się w sam raz.
 Plecki nie musiały być tak zdobne tym razem. Żeby dzianina na brzuszkach dobrze się układała musiałam ją ciasno zasznurować.

I jeszcze jedna warstwa materiału, żeby nie straszyły te plecki.  Połączenie termokleju i dzianiny, to coś z czym jeszcze kiepsko sobie radzę - mentalnie, bo sam efekt jest ok. Może nie widać tego na zdjęciu, ale materiał jest wystrzyżony nożyczkami w ząbki, więc nie będzie się strzępił.
 Detale.
Włóczka to Diva od Pani Ilony. Efekt końcowy. Z metkami.

























Mam nadzieję, że nadadzą swojemu nowemu domkowi nieco Bożonarodzeniowego nastroju.

wtorek, 18 grudnia 2012

z ostatniej chwili...

Pierwsze zdjęcia ze slot shopki wywołane zapraszam do Asi Kempy.
Czekam na kolejne.


Przyjęcie kawowe

Nie będę Wam wmawiać, że to najnowsze zdjęcia moich córek... tak bawiły się wczesną jesienią
Dawno temu Dziadkowie przywieźli Zosi z dalekiej wyprawy serwis kawowy. Teraz dziewczyny bawią się już we dwie. I Zofka poucza siostrzyczkę:
-Wiesz, w Holandii są mniejsi od nas.
Zgodzicie się, że czegoś im jeszcze brakuje do fajnej zabawy? Nie chodzi mi o piękną serwetę, chociaż pewnie gdyby przykryła stołeczek (to jedyny stołek, po którym dzieci mogą w domu pisać i póki co to działa; polecam!) to już było by lepiej.
W przygotowanie tegorocznego prezentu pod choinkę zaangażowałam całe Gliwice, a także Dobrodzień, Katowice, a nawet Szczecin. Wszystkim bardzo dziękuję za wsparcie, inspiracje, porady i pomoc.
Najbardziej Panu M., który i tak nie czyta, ale się naszlifował, że hej!
Mogę Wam napisać, że dziewczyny dostaną wydekupażowany stoliczek, ale jeszcze go do Wigilii nie pokażę. Po pierwsze dlatego, że nie mam jak go sfotografować (stoi obrócony blatem do ściany pod suszarką na pranie - najbardziej zainteresowane nawet nie wiedzą, że w chowanego bawią się koło prezentu świątecznego). Po drugie dlatego, że mogłyby zajrzeć i podglądnąć (nie, one też nie czytają mojego bloga, ale czasem zaglądają przez ramie mi, albo swojej Babci, która nadrabia za całą rodzinę). No i najważniejsze - nie pokazuję prezentu, nim nie zobaczą go obdarowane.

niedziela, 16 grudnia 2012

Slot shopka

 Macie wrażenie, że przez to całe zabieganie ludzie oddalają się od siebie i coraz mniej czasu spędzają razem?
Slot shopka to gliwicka inicjatywa, która ma temu nieco zapobiec. Spotkał mnie w tym roku ogromny zaszczyt, zostałam bowiem poproszona o przeprowadzenie warsztatów dziewiarskich.

Wszystkie wiemy, że nie sposób w jedno popołudnie nauczyć grupy ludzi robienia na czymkolwiek, z czym nie mieli wcześniej do czynienia - jak druty czy szydełko. Miłość do dziewiarstwa można jednak zaszczepić i bez używania narzędzi - czyli bez kija.


Felicja z mamą wykonały kowbojską chustkę, a u Danusi (zajrzyjcie koniecznie!!) zrobiły zakładkę.


Tu koleżanki z wybitnej sosnowieckiej uczelni ;-D robią szalik wspólnie i w porozumieniu. Pamiętajcie, że robiąc na paluszkach z włóczki typu batik w której kolory płynnie w siebie przechodzą warto robić z potrójnej nitki. Jak to zrobić? Stosując taki bardzo rozciągnięty łańcuszek wykonany za pomocą palców. Wielkość oczek nie ma znaczenia. Często wykorzystuję ten sposób też przy robótkach na drutach.

No i na koniec Magda i Michał. Spotkanie tej dwójki utwierdziło mnie w kilku przekonaniach, które dawno w sobie nosiłam:


  • w ciągu jednego popołudnia, ba! specjalnie sprawdziłam godzinę wykonania zdjęcia - w ciągu godziny i czterech minut, można nauczyć się i wykonać coś sensownego - tu komin; poniżej zdjęcie z guzikami przysłane przez Magdę z domu;
  • szybkie efekty mobilizują!
  • warsztaty z ciekawymi ludźmi dają mi równie wiele jak im, albo i więcej;




Motek rewelacyjnej włóczki Polly, dostępnej u p. Ilony wystarczył na stworzenie szyjogrzeja.
 Moje zdjęcia mogą sugerować, że na slot shopce było cicho i spokojnie i było nas w sumie ośmioro. Nic bardziej mylnego. Mam nadzieję, że za niedługo pojawi się jakaś galeryjka, to sobie pooglądacie.

sobota, 1 grudnia 2012

U Was też już przedświątecznie??

 
Ponieważ znów nie mogę zamieszczać zdjęć, to prezentuję plakat średniej jakości.

* w sklepie świąt nie kupisz.

No nic!
Zmykam. Trzymacie za mnie jeszcze kciuki?
Przepraszam, że tak zdawkowo... jakoś przeżyjecie, nie?
Pozdrawiam,
Bryzeida.

środa, 21 listopada 2012

Awantura o Basię

"... Jak spoza ciężkich, czarnych, burzliwych chmur słońce wreszcie jasną smugą wytryśnie i ozłoci ślady klęski i zniszczenia, tak i w tej opowieści przewalić się muszą chmury przez pierwsze stronice jak przez czyste obszary nieba. Jak w życiu, jak w życiu... Jedna szczęśliwa godzina rodzi następną znaczoną łzami, aż smutek zelżeje i znowu jasną godzinę przywoła. Nie cenilibyśmy radości, gdyby była wiecznotrwała i snuła się nieprzerwanie. Gorycz bólu i dotkliwość cierpienia tym słodszą nam czynią radość, co się zjawi. Nie byłoby radości bez smutku. Nikt by nie wiedział, że to radość właśnie. Tym skwapliwiej witamy dzień, że przed nim snuła się mroczna, oślepła noc...."

Kornel Makuszyński "Awantura o Basię"

Dobranoc.
PS: Niewiele dzieci ma takie szczęście, jak moje by mieć Dziadka, który nie lubi gołębi, ale lubi gołębniki.
Domek na drzewie wybudowany dla wnuków. I trochę wiosny.

poniedziałek, 12 listopada 2012

Zaległości!!!!

Poniedziałek.
Jak co tydzień: Rzucam się do szukania pracy.  Z tą różnicą, że dziś wypada akurat termin wizyty w PUP-ie (uwielbiam tę nazwę. Przebija ją jedynie Duży Urząd Podatkowy). Dziś ofert brak. Dostałam listę stron internetowych, gdzie se sama mogę poszukać. Stanowisk refundowanych dla matek po wychowawczym - brak. Kwalifikuję się natomiast do robót publicznych. Z tym, że robót publicznych brak.
Wyprawa do Centrum (chociaż niby mieszkam w centrum) no to od razu kolejne pieczenie na ten sam ogień. Bank i Poczta.
W Banku psuję komputer. Posiadam jakieś dziwne właściwości - jestem niekompatybilna z urządzeniami elektronicznymi. Nie powinnam tu o tym pisać, bo podają ten adres w CV. I teraz potencjalni pracodawcy będą mieli dowód, że się nie nadaję. Nie dlatego, że od pięciu lat byłam na wychowawczym i nie mam doświadczenia w branży B2B, ani w sprzedaży bezpośredniej, ale dlatego, że zawieszam komputery. Mam Europejski Certyfikat Umiejętności Komputerowych, ale to nic! Piszę bezwzrokowo na klawiaturze, ale to nic! Każda transakcja, zamieszczenie zdjęcia na blogu, czy zakupy przez internet kończą się katastrofą.
A potem Poczta, bo przecież musiałam odesłać nożyczki. Dziękuję za słowa wsparcia dotyczące moich nieudanych zakupów. Przy okazji chciałam odesłać papier, bo akurat okazało się, że ma skazę... Zadzwoniłam, ale nie przedstawiałam się zbyt dogłębnie - z wynurzeniami, że to ja, ta wiecznie niezadowolona. Najmilszy sprzedawca na świecie. "Oczywiście proszę papier odesłać na nasz koszt". Wyślą i gratisik i w ogóle przepraszają. Jak wspomniałam, że nożyczki też odeślę, to Panu zadrżał głos...
No, nic musiałam pójść na pocztę. Godzina 12. Przy okienku jedna osoba. Poezja. Wysyłka priorytetem 4 PLN. Przy okazji nadałam też inną przesyłkę. Szkoda, że nie ze znaczkiem.
Jeszcze kilka wysyłek czeka mnie przed świętami. Między innymi dlatego, że zgłosiłam się na swoją pierwszą wymiankę  U monique.
...

 Tyle spraw bieżących, a teraz tytułowe zaległości. Weekend spędziłam bardzo kulturalnie. Muzeum, Teatr i takietam w Czekoladziarni.

O wyprawie do Muzeum na wykład już wspominałam.


Wykład przeprowadzony przez p. Joannę Puchalik, historyka z Muzeum w Gliwicach, był dowodem na to, że w gazetach nie zmienia się prawie nic. No może trochę spada jakość.










Moda jak była tak jest, listy do redakcji, reklamy, product placement...


Co jednak dla nas najważniejsze stare gazety miały opisy robótek!!

Der Bazar. Gliwitz były przecież nie tylko niemieckie, ale też niemieckojęzyczne.
Jednak obłędnie czytelna grafika wystarczy, nieprawdaż??

 Kiedy usłyszałyśmy ten opis aż jęknęłyśmy z zachwytu!! Przecież to szydełko tunezyjskie!! Okazuje się, że  w tygodniku "Kółko domowe" technika ta została opisana już w XIX w.!!!

Z panią Asią mamy nadzieję zobaczyć się w Czekoladziarni, bo jak sama mówi ma ręczne ADHD...

 Dzięki temu wyznaniu nie było mi głupio, że przez cały wykład sobie sztrykowałam. Mam takie szare, nudne na drutach 3,25, które bardzo chciałabym już zwolnić. Ścieg telewizyjny, jak mawia Kokotek, więc sobie mogę pozwolić na słuchanie wykładu. Pech chciał, że jeszcze w domu nie zostawiłam dziury na rękaw!!
 Na lewy rękaw odłożone oczka, a na prawy po drugiej stronie wzoru (to Dahlia, ale korzystam tylko z ażuru resztę wymyślam sama) już nie!
Postępowanie zgodnie z procedurą:
1. SMS do Izy i Bes. Prośba o wsparcie mentalne.
 2.Wyszukałam 33 oczka, które powinnam była odłożyć.
 3. Nożyczki przecinają trzecie oczko w rzędzie piętro wyżej (żeby został ogonek do przywiązania)
 4. Pruję rząd powyżej (tu poniżej, ale w robótce powyżej) a kolejny rząd łapię na dodatkowy drut.

 Tu na poniższym zdjęciu starałam się pokazać rozciągnięty pruty rząd.
 5. Szczęśliwe zakończenie.


 Do Teatru Korez wybrałam się w sobotę z małżonkiem, na zaproszenie naszego wspólnego znajomego.
 Jeśli mieszkacie w okolicy felietony Peadara możecie znaleźć w katowickim wydaniu Gazety Wyborczej.
Płakałam ze śmiechu. Chociaż spojrzenie z zewnątrz na nasze przywary narodowe dało dużo do myślenia.
Troszkę w temacie, a troszkę jak Filip z konopi powiem, że czułam się wyjątkowo kobieco, nie tylko dzięki obecności wspomnianego męża, ale też dlatego, że założyłam:
... no dobra DOŚĆ.
Miłego dnia!

czwartek, 8 listopada 2012

Idzie jeż.


Pamiętacie jeża? Krótki opis wykonania zamieściłam na naszym blogu z bajkami.
Na balu u Pana Muchomora stawił się m.in. nietoperz (decyzja niepodważalna mojego dziecka, skrzydła ze spodni, kapelusik z masy papierowej + make up, a raczej make upsss),
pająk (co mo klawe życie)  i pszczółka (tu wykazałam się jedynie na policzku)

Przyleciała również sowa (głowa z masy papierowej, skrzydła z bolerka sukni ślubnej, ale nie mojej) make robiła sowie mama. O wykonaniu głowy sowy może też coś napiszę....


Przykicał również pewien mały zajączek dla którego wydziergałam ogonek. Uszka niestety wykonałam na gumce - a nie wiedziałam, że ten akurat szaraczek tego nie lubi. To chyba pierwszy raz w życiu jak przymocowywałam własnoręcznie wykonaną dzianinę za pomocą zszywacza do masy papierowej. Strasznie się ustarałam i bardzo chciałam, żeby wyszło dobrze... no szkoda.
To najlepsze zdjęcie ubranego ogonka jakie udało się wykonać.












Po balu po Zofkę przyszła rodzinka co się chciała wkręcić na krzywy ryj, ale pokażę Wam tylko zdjęcia głowy dzika z piekarnika.... Zapewniam, że na tatusiu wyglądała znacznie lepiej...
Dobrej nocy.