czwartek, 4 stycznia 2018

Uratowany Entrelac

Zachciało mi się urozmaicenia w entrelacu i pomyślałam, że ciekawym pomysłem mogą być takie warkoczowe kokardki. Niestety tak się skupiłam na przekręcaniu poszczególnych pasm, że umknęło mi wykonanie jednego "kwadracika", czy raczej w tym wypadku całego elementu.

Byłam przekonana o tym, że niemal dwa pełne pasy trzeba będzie pruć, ale nim się za to zabrałam, postanowiłam zawalczyć i spróbować dorobić brakujący element.

Na poniższym zdjęciu opisałam numerami z literami zdjęcia poszczególnych rzędów. Dzięki temu można stwierdzić, że rzeczywiście brakuje elementu, który powinien nosić nr 4a. 


Ponieważ jak zwykle robię z wewnętrznego końca motka, a zewnętrzny akurat zgadzał się kolorystycznie z potencjalnym kwadratem, mogłam go wykorzystać do dorobienia zguby. Wcześniej trzeba było jednak wyciąć jeden rządek.

Zdecydowałam, że najbezpieczniej będzie wyciąć przedostatni, bo ostatni stanowił już fragment elementu 4b. Rzędy po obu stronach złapałam na druty.

Po wyjęciu całego rzędu otworzyło się miejsce, w którym powinien się znaleźć brakujący fragment.
Teraz należało dołączyć włóczkę. Wykorzystałam drugi koniec tego samego motka. Dobrze, że kolor akurat pasował. Łączenie włóczki udało się ukryć w miejscu zbierania oczek.
 Oczka nabrane do rozpoczęcia nowego elementu.
Druty do skręcania wykorzystywałam bez żyłki, ale do tak wąskich elementów to nie problem. Całą robótkę wykonuję robiąc rzędy powrotne wspak. Myślę, że gdybym musiała każdorazowo obracać robótkę, dodawanie brakującej kokardki nie poszło by tak gładko.
Gotowy element trzeba było przyszyć do rzędu pozostawionego w elemencie 4b.

Nie poddawajcie się.
Mam nadzieję, że nie wywalą mnie za to z Robótkowej Grupy Wsparcia "Spruj to!".

B.


czwartek, 28 grudnia 2017

Czy już jestem pisarką?

Jakoś wyparłam wspomnienia z tamtego okresu, ale myślę, że przekraczając codziennie drzwi mojego liceum raczej nie marzyłam, by zostać pisarką. I mimo, iż napisane przeze mnie słowa zostały wydane w postaci książki, pisarką nadal się nie czuję.

Kiedy przygotowywałam materiał do tej publikacji usłyszałam od miłego Pana z hurtowni, która zaopatrywała mnie we włóczkę, że pisanie książek jest teraz modne. Ale ja nigdy za modą nie podążałam i nadal nie podążam. Potrzeba spisania tego, co już wiem o robótkach na paluszkach powstała, bo nie mogłam zatrzymać dla siebie, wszystkiego czego nauczyliście mnie na warsztatach. To kipiało we mnie i bałam się, że gdzieś zostanie zapomniane. Odczuwałam niemal fizyczne łopotanie w piersiach, wszystkich pomysłów, jakie przewijały się podczas spotkań z Wami. Ale nie, nie jestem pisarką.


Kiedy przeczytałam Zombiego Wojciecha Chmielarza, pierwszą myślą jaka mnie dopadła była ulga, że potrzebowałam opisać jedynie nową technikę dziewiarską i że w mojej głowie nie rodzą się takie potworne historie, które podobnie jak robótki, trzepotałyby w trzewiach. Zombie towarzyszył mi podczas powstawania Robótek na paluszkach w sposób przedziwny. Dla mnie to zdecydowanie kryminał roku 2017. Zakupiony wiosną, brutalnie odłożony na półkę, a potem z premedytacją pożyczony czytelniczce, którą niegdyś zaraziłam, aby nie kusił. Ale cały czas był i czekał. Jak jakaś nagroda. I dobrze.

Mieszkam w cudownym miejscu, podobnie zresztą jak Karolina, w której pracowni powstawały wszystkie zdjęcia. Ale gdybym przeczytała Zombiego wiosną lub wczesnym latem, nie byłabym w stanie przemieszczać się spokojnie pomiędzy tymi pięknymi domami przez pl. Grunwaldzki, wracać po sesjach nocą przez park. Lodów na ochłodę dla modeli prezentujących w lipcu szaliki, nie mogłabym kupować w sklepie, gdzie bohaterowie kupowali bułki i majonez. Przynajmniej nie bez guli w gardle. Nie dałabym rady.

Ale poukładało się wszystko we właściwej kolejności. I Zombiego przeczytałam wtedy, kiedy należało. Akurat przed składem, który na pewno w przypadku poradnika wymaga nieco innych zabiegów. Podziwiam pana Błażeja Gałkowskiego, który wytrzymał z wszystkimi moimi humorami i tupaniem nóżką... To był czas, kiedy myślami wracałam do kryminału, którego skład i redakcja to zupełnie inny kaliber.
Ale nie. Nie czuję się pisarką.

Na koniec zagadka. Te książki - Zombiego i Robótki na paluszkach - łączą oprócz lokalizacji dwie osoby. Jedna to Andrzej Strug. A druga?

PS: Osoba, o której mowa nie podpowiada i nie bierze udziału w konkursie.