Tak jak zauważyła Kruliczyca sweterek z poprzedniego posta jest w rzeczywistości boiskiem piłkarskim.
I jak na boisko piłkarskie przystało jest równo przystrzyżony. Efekt taki uzyskałam przerabiając po sześć rzędów zwykłymi oczkami i po sześć przekręconymi. Nie byłabym sobą gdybym sobie jeszcze nie utrudniła, więc co drugi pas z oczek przekręconych jest przerabiany zgodnie, a pozostałe przeciwnie do ruchu wskazówek zegara.
W naturze widać to nieco wyraźniej. Z tej przyczyny prezentowane na pierwszym zdjęciu boisko nie zostało wrobione, tylko wyhaftowane.
Ale haftowanie po takich poprzekręcanych oczkach wcale nie dawało efektu, który zamierzałam uzyskać. Piłkarze krzyczeliby, że kartoflisko i że nawet ten pan od linii nie potrafił równo namalować. Dlatego wykonałam "spruj to!" i posłużyłam się szydełkiem i leciałam po prostej niespecjalnie zwracając uwagę na oczka. Zwłaszcza przy tej okrągłej bramce na środku ;-).
Biję się z myślami jakie drużyny mają zagrać w meczu otwarcia... jakieś podpowiedzi?
B.
PS: podejrzewam, że tym sposobem można wykonać fajną poduszkę dla fanów piłki kopanej.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przekręcone. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przekręcone. Pokaż wszystkie posty
środa, 14 października 2015
poniedziałek, 29 kwietnia 2013
Inspiracje!
Nie ukrywam, że tego swetra nie zaprojektowałam sama.
A może inaczej... na pomysł umieszczenia dzieła Picassa na swetrze wpadła Jil Sander.
Pierwszy raz sweterek zobaczyłam w gazecie...
Następnie wystarczyło go przerysować na kratkę.
Miałam zamiar rozpocząć pracę od góry, więc skupiłam się na właściwym umieszczeniu oczu. Niestety okazało się to trudniejsze niż sądziłam. Starannie wykonałam ściągacz od góry i pięknie dodawałam oczka na raglany... to jednak nie było to.
Ta piękna kobieta zaczynała wyglądać jak bokser, bo nos zdecydowanie uciekał jej na bok, no i osoba patrząca nie mogłaby się bezkarnie gapić jej prosto w oczy.
Przy ogromnym wsparciu Izy, sprułam wszystko, co widać powyżej i zaczęłam od nowa.
Tym razem odpuściłam sobie ściągaczy na dekolcie. Szkoda mi było czasu, jeśli miało znowu nie wyjść.. rozpoczęłam prowizorycznie. Moja rada: nigdy nie rozpoczynajcie prowizorycznie od ściągacza - kompletnie nie da się wtedy robić w odwrotnym kierunku.
Ponieważ każdą plamkę robiłam z osobnego motka, kiedy przerabiałam źrenice na samym tylko przodzie miałam osiemnaście nitek. Powinnam jeszcze napisać, że wykonywałam robótkę na okrągło, ale ze względu na intrarsję (bo tak chyba należy nazwać to, co wykonałam) musiałam zawracać. Nieźle się nakombinowałam żeby nie zszywać.
Kiedy odłączyłam oczka na rękawy i miałam jaką taką pewność, że tym razem nie skończy się pruciem zabrałam się za ściągacz na dekolcie. Całość przerabiałam na drewnianych czwóreczkach KP na ściągacz przerabiany oczkami skrzyżowanymi wybrałam metalowe 3.75, a potem drewniane 3.25. Zdecydowanie drewniaczki rządzą.
Następnie zakończyłam w niewidoczny sposób, który bardzo mi się spodobał.

Podobnie zakończyłam rękawy...
... i dolny ściągacz.

Przez moment przemknęła mi myśl, że teraz kiedy sweter jest gotowy mogłoby się zdarzyć, że włóczka zafarbuje.
Z duszą na ramieniu blokowałam sweter z ręcznikiem w środku.
Wnętrze bardzo starannie wykończyłam. Każdą niteczkę dokładnie zabezpieczyłam. Użyłam bawełnianej włóczki Drops Muskat (50 g - 100m). Miałam jedynie 6 białych moteczków oraz dwa czarne, które zużyłam niemal w całości. Chabrowego zużyłam jeden i troszkę.
Mam nadzieję, że uda mi się pokazać także zdjęcia ubranego sweterka. A konkretniej swetra założonego.
A może inaczej... na pomysł umieszczenia dzieła Picassa na swetrze wpadła Jil Sander.
![]() |
| http://sha-ga-shaga.blogspot.com/2012/07/van-goghpicasso-monet-in-fashion.html |
Następnie wystarczyło go przerysować na kratkę.
Miałam zamiar rozpocząć pracę od góry, więc skupiłam się na właściwym umieszczeniu oczu. Niestety okazało się to trudniejsze niż sądziłam. Starannie wykonałam ściągacz od góry i pięknie dodawałam oczka na raglany... to jednak nie było to.
Ta piękna kobieta zaczynała wyglądać jak bokser, bo nos zdecydowanie uciekał jej na bok, no i osoba patrząca nie mogłaby się bezkarnie gapić jej prosto w oczy.
Przy ogromnym wsparciu Izy, sprułam wszystko, co widać powyżej i zaczęłam od nowa.
Tym razem odpuściłam sobie ściągaczy na dekolcie. Szkoda mi było czasu, jeśli miało znowu nie wyjść.. rozpoczęłam prowizorycznie. Moja rada: nigdy nie rozpoczynajcie prowizorycznie od ściągacza - kompletnie nie da się wtedy robić w odwrotnym kierunku.
Ponieważ każdą plamkę robiłam z osobnego motka, kiedy przerabiałam źrenice na samym tylko przodzie miałam osiemnaście nitek. Powinnam jeszcze napisać, że wykonywałam robótkę na okrągło, ale ze względu na intrarsję (bo tak chyba należy nazwać to, co wykonałam) musiałam zawracać. Nieźle się nakombinowałam żeby nie zszywać.
Kiedy odłączyłam oczka na rękawy i miałam jaką taką pewność, że tym razem nie skończy się pruciem zabrałam się za ściągacz na dekolcie. Całość przerabiałam na drewnianych czwóreczkach KP na ściągacz przerabiany oczkami skrzyżowanymi wybrałam metalowe 3.75, a potem drewniane 3.25. Zdecydowanie drewniaczki rządzą.
Następnie zakończyłam w niewidoczny sposób, który bardzo mi się spodobał.

Podobnie zakończyłam rękawy...
... i dolny ściągacz.

Przez moment przemknęła mi myśl, że teraz kiedy sweter jest gotowy mogłoby się zdarzyć, że włóczka zafarbuje.
Z duszą na ramieniu blokowałam sweter z ręcznikiem w środku.
Wnętrze bardzo starannie wykończyłam. Każdą niteczkę dokładnie zabezpieczyłam. Użyłam bawełnianej włóczki Drops Muskat (50 g - 100m). Miałam jedynie 6 białych moteczków oraz dwa czarne, które zużyłam niemal w całości. Chabrowego zużyłam jeden i troszkę.
Mam nadzieję, że uda mi się pokazać także zdjęcia ubranego sweterka. A konkretniej swetra założonego.
piątek, 28 grudnia 2012
... przed końcem roku. W hołdzie Monikom.
Przede wszystkim dziękuję za życzenia i poświątecznie Was pozdrawiam. W związku z zawirowaniami grudniowymi nie często tu bywałam, a jednocześnie bardzo dużo rękodziałałam, więc sporo jest do opisania. Mam nadzieję, że uda mi się przed końcem roku.
Zacznę od tego, że wzięłam udział w świątecznej wymiance u Monique.
Od Moniśki dostałam ogromną paczkę z włóczkami i słodyczami, a przede wszystkim z kolczykami i bransoletką. Bardzo dziękuję.
Zdjęcie profilowe Moniśki zainspirowało mnie natomiast do wykonania komina, który chodził za mną od jakiegoś czasu. To taki szyjogrzej - mobious - komin.To taki międzynarodowy twór - połączenie angielskiego środka z francuskim obramowaniem. Dzięki niewidocznemu szwowi, połączyłam przekręcony ściągacz 1 op. 1 ol., tak, że nie trzeba szukać przodu ani tyłu, bo praktycznie go nie widać. Turkus to Tango (ze sklepu IMIS), włóczka, którą bardzo lubię, bo się robi szybko i przyjemnie zwłaszcza na drutach 6 mm.

Paczkę przyozdobiła moja córa, a jako ozdobę wysłałam błękitne kolczyki. Kartka w technice pergamono.
Mam nadzieję, że się będą nosić.
Przy okazji odkryłam, że dzielimy z Moniśką pasję do wykonywania jajcatych tortów.
Ale nie tylko o tej wymiance nie opowiedziałam Wam w grudniu. 9 grudnia wybraliśmy się do Krakowa.
Było przeraźliwie zimno. Miałam nadzieję, że dziewczyny rozpogodzi spotkanie ze smokiem (cliche!), ale Zośka od razu stwierdziła: O! Pomnik Smoka! Zresztą pod względem merytorycznym dziewczyny były przygotowane - oglądały "Porwanie Baltazara Gąbki".
Prawdziwym powodem wybrania tej właśnie daty były odwiedziny w Szkole Szycia - niezwykłe zupełnie miejsce, gdzie jak sama nazwa wskazuje, można nauczyć się szycia, ale też innych ciekawych rzeczy.
Mój czas antenowy jak zwykle zajęły dziewczyny. Ale nie dziwota. Pojechałam w niezblokowanym szarym swetrze, więc może lepiej, że nie ma mnie na zdjęciach.
Więcej zdjęć między innymi to prezentowane poniżej na Facebooku

Poza tym z tego całego zakręcenia i oczopląsu - oj! było co oglądać - zgupiłam (Freud by się wypowiedział - z gupoty też) zgubiłam ukończoną robótkę. Gotową do zeszycia maskotę.
Monika - okazała się jednak na tyle cudowna, że wysłała mi ten mój zewłok, tak, że dotarł przed Świętami i zdążyłam go ukończyć... to będzie dobre miejsce, żeby wziąć oddech.
Resztę tej trzymającej w napięciu historii opowiem Wam jutro.
Kraków. Jednak stolyca. Dawna, czy nie dawna, ale klase majo.
Zacznę od tego, że wzięłam udział w świątecznej wymiance u Monique.
Od Moniśki dostałam ogromną paczkę z włóczkami i słodyczami, a przede wszystkim z kolczykami i bransoletką. Bardzo dziękuję.
| Zdjęcie autorstwa Moniśki |
Zdjęcie profilowe Moniśki zainspirowało mnie natomiast do wykonania komina, który chodził za mną od jakiegoś czasu. To taki szyjogrzej - mobious - komin.To taki międzynarodowy twór - połączenie angielskiego środka z francuskim obramowaniem. Dzięki niewidocznemu szwowi, połączyłam przekręcony ściągacz 1 op. 1 ol., tak, że nie trzeba szukać przodu ani tyłu, bo praktycznie go nie widać. Turkus to Tango (ze sklepu IMIS), włóczka, którą bardzo lubię, bo się robi szybko i przyjemnie zwłaszcza na drutach 6 mm.

Paczkę przyozdobiła moja córa, a jako ozdobę wysłałam błękitne kolczyki. Kartka w technice pergamono.
Mam nadzieję, że się będą nosić.
Przy okazji odkryłam, że dzielimy z Moniśką pasję do wykonywania jajcatych tortów.
Ale nie tylko o tej wymiance nie opowiedziałam Wam w grudniu. 9 grudnia wybraliśmy się do Krakowa.
Było przeraźliwie zimno. Miałam nadzieję, że dziewczyny rozpogodzi spotkanie ze smokiem (cliche!), ale Zośka od razu stwierdziła: O! Pomnik Smoka! Zresztą pod względem merytorycznym dziewczyny były przygotowane - oglądały "Porwanie Baltazara Gąbki".
Prawdziwym powodem wybrania tej właśnie daty były odwiedziny w Szkole Szycia - niezwykłe zupełnie miejsce, gdzie jak sama nazwa wskazuje, można nauczyć się szycia, ale też innych ciekawych rzeczy.
Mój czas antenowy jak zwykle zajęły dziewczyny. Ale nie dziwota. Pojechałam w niezblokowanym szarym swetrze, więc może lepiej, że nie ma mnie na zdjęciach.
Więcej zdjęć między innymi to prezentowane poniżej na Facebooku

Poza tym z tego całego zakręcenia i oczopląsu - oj! było co oglądać - zgupiłam (Freud by się wypowiedział - z gupoty też) zgubiłam ukończoną robótkę. Gotową do zeszycia maskotę.
Monika - okazała się jednak na tyle cudowna, że wysłała mi ten mój zewłok, tak, że dotarł przed Świętami i zdążyłam go ukończyć... to będzie dobre miejsce, żeby wziąć oddech.
Resztę tej trzymającej w napięciu historii opowiem Wam jutro.
Kraków. Jednak stolyca. Dawna, czy nie dawna, ale klase majo.
piątek, 28 października 2011
Jeszcze dwa słowa o oczkach chłopskich i pańskich
Ostatnie spotkania dziewiarskie zaowocowały kolejnymi przemyśleniami na temat oczek chłopskich i pańskich. Kiedy bowiem mówimy o oczkach przerabianych od przodu i od tyłu można opacznie zrozumieć, że chodzi o miejsce kierunek wkłuwania drutu w oczko. A wcale nie to poeta miał na myśli.
Miejsce, w które się wkłujemy drutem określa nam czy oczko będzie proste czy może przekręcone (zwane oczkiem angielskim lub skrzyżowanym). Mało tego! To gdzie się wkłujemy świadczyć będzie o tym jak wygląda oczko w poprzednim rzędzie, czyli to które już dawno zostało przerobione.
Natomiast to jak zahaczymy włóczkę drutem - po pańsku czyli od tyłu z wykrętasem, czy po chłopsku czyli od przodu w najbardziej oczywisty sposób - stanowi o tym jak ułoży nam się nić na drucie i czy w następnym rzędzie będzie nam ułatwiać czy utrudniać pracę.
A może skuszę się na jakieś filmiki...
Miejsce, w które się wkłujemy drutem określa nam czy oczko będzie proste czy może przekręcone (zwane oczkiem angielskim lub skrzyżowanym). Mało tego! To gdzie się wkłujemy świadczyć będzie o tym jak wygląda oczko w poprzednim rzędzie, czyli to które już dawno zostało przerobione.
Natomiast to jak zahaczymy włóczkę drutem - po pańsku czyli od tyłu z wykrętasem, czy po chłopsku czyli od przodu w najbardziej oczywisty sposób - stanowi o tym jak ułoży nam się nić na drucie i czy w następnym rzędzie będzie nam ułatwiać czy utrudniać pracę.
A może skuszę się na jakieś filmiki...
Subskrybuj:
Posty (Atom)












