wtorek, 3 maja 2016

Wydruk skanu ksera faksu

Jak być może wiecie zawodowo pracuję w biurze. I mamy w tymże biurze w dokumentacji takie cudo: wydruk skanu ksera faksu. A co to niby może mieć wspólnego z moim dzisiejszym wpisem? Odgrażałam się Wam, że zabiorę się za haftowanie i oto jest: makatka do mojej biało-granatowej kuchni!
Oczywiście makatka nie byłaby makatką i nie mogłaby się znaleźć na moim blogu, jeśli by nie wiązała się z nią jakaś przekombinowana historyjka.
Taka makatka, po Babci mojej Mamy, była w naszym domu od zawsze.
Dosłownie uwielbiałam ten motyw, ale ponieważ w naszym rodzinnym domu w kuchni królowała czerwień nie była specjalnie eksponowana. Z tej przyczyny podjęłam się zadania skopiowania makatki w jedynym podówczas słusznym kolorze - czerwonym:
 Jakoś nie potrafiłam zrozumieć dlaczego nikt nie pieje z zachwytu i nie organizuje wycieczek w celu podziwiania mojego wyrobu. Ale teraz już rozumiem...

Kiedy zaplanowałam moją dorosłą kuchnię Mama zgodziła się by oryginał zawisł na honorowym miejscu wśród bieli i granatu. Kiedy jednak sięgnęłyśmy do szafki okazało się, że makatka po Prababci zniknęła. Szukałyśmy wszędzie w ściereczkach, w obrusach, w pościeli - nigdzie nie było po niej śladu.

Powoli pogodziłam się z tym, że przeznaczonym dla niej miejscu makatka nie zawiśnie.
I wtedy właśnie trafiłam do Hostelu Guido.

Makatka wymalowana na ścianie była strasznie rozpraszająca podczas rozmowy... ale wszystko dobrze się skończyło. Zostałam przyjęta na kurs na przewodnika. Uznałam to znak, że koniecznie makatka musi się w mojej kuchni pojawić.
Przejrzałam więc wszystkie wzory makatek, które trafiły kiedyś do naszej grupy robótkowej, ale żadna z nich nie mogła równać się ze wspomnieniem.


Odważyłam się więc. I wykonałam kopię z kopii. Dokładając jednak wszelkich starań by to co spaprałam jako podlotek teraz ponaprawiać.

 Odważyłam się również pozmieniać parę detali. Najbardziej rzuca się brak papierosa - Marianka absolutnie zabroniła, uległam chociaż kompozycja się nieco wywraca.
 Troszkę też pozwoliłam sobie ich poprzebierać. Dziewuszka ma bluzeczkę w kropeczki nieco mniejsze niż te na spódnicy.

 Mam nadzieję, że się będzie tak zawstydzać tylko, że taka skromna, a nie że bałagan w kuchni, albo że nie najdoskonalej wyszyta...



Kulisy...

Czy znacie takie uczucie, że sobie coś zaplanujecie i realizacja trwa i trwa, ale kiedy dobiegnie końca pojawia się taki spokój? Jeszcze jakby się wzięli za wynoszenie śmieci i zamiatanie... Tak! Na następnej makatce będzie miotła i wiadro!!

Pozdrawiam,
B.

2 komentarze:

  1. Piękna makatka i wspaniała z nią związana historia :-)
    Cieszę się, że mogłaś spełnić swoje marzenie i masz ten wspaniały obrazek w swojej kuchni :-)
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  2. historyjka urocza , efekt uzyskalas piekny .

    OdpowiedzUsuń

W związku z zatrważającą ilością spamu wprowadzam weryfikację obrazkową - przepraszam. Miło mi, że do mnie zaglądasz, a każdy komentarz jest dla mnie motywacją do dalszej pracy. Dziękuję, za czas poświęcony na jego wpisanie :-), a potem na wpisanie kodu z obrazka.