sobota, 12 listopada 2011

No i wszystko stało się jasne! Miss Nowin Gliwickich

Agnieszka Wiesse, osiemnastolatka z Gliwic została Miss Nowin Gliwickich 2011.
 
Zdjęcie fatalne, ale podmienię je gdy tylko znajdę coś lepszego.

A tu Agnieszka jeszcze bez korony, ale za to w wykonanych przeze mnie kolczykach.
 
I Wice Miss została Emilia Domaradzka.




 
 

Według mnie pięknie prezentowała się również Maria Maja Polizio.
Kolczyki listeczki z dodatkiem czarnych koralików pasowały jej idealnie.


Możecie również pooglądać dziewczyny na scenie - relacja z wyborów znalazła się w dzisiejszych aktualnościach.
AKTUALNOŚCI z 12 listopada
Na początku jest o tramwajach - niektóre z moich stałych czytelniczek nie ominą i tej wiadomości - o nas jest na samym końcu... Wymyśliłam trzy wzory kolczyków, a w telewizji mówią, że jestem projektantką biżuterii... Uprzejmie proszę nie komentować mojego występu - dokonania dziewiarskie jak najbardziej!!




 Te jak się uważnie przyjrzycie występują w telewizji w bardzo wciągającym ujęciu:


Maja Kureczko wystąpiła w pomarańczowych kolczykach ozdobionych haftem...
Drugie, które założyła do sukienki nie wróciły z Operetki. Nie uwierzylibyście w jakich okolicznościach można spotkać koleżanki z dawnej pracy...

   


Na koniec zamieszczam nieodżałowane klipsy ogród.
Liczę na zdjęcia finalistek. Zamieszczę je kiedy tylko je dostanę.

piątek, 11 listopada 2011

Emocje. Miss Nowin Gliwickich

http://www.nowiny.gliwice.pl/index.php/wybory-miss-ng-2011

Szaleństwo! Otóż jeśli nic się nie zmieni to jutro te śliczne dziewczyny wystąpią na wyborach w przygotowanych (a w zasadzie przygotowywanych) przeze mnie kolczykach :-).
Która Wam się najbardziej podoba??

A w sprawie innych wyborów... to zostało na moim zegarze 11 minut. Nie chcę, żeby Mazury zyskały tytuł Cudu Natury. Według mnie to cud, ale taki tytuł tylko ściągnie tłumy, które przysłonią całe ich piękno.

czwartek, 3 listopada 2011

To chyba jednak geny...

Na drutach nauczył mnie robić Tato. Może dlatego jeszcze do niedawna nie wiedziałam jak wygląda porządne oczko prawe ;-). Ale to nie tak, że nie miał mnie kto nauczyć. Jakoś tak wyszło, bo na drutach robiła mama i mama mamy i mama taty. Ciągle mam te pierwsze druty...
Ale przecież do dziania nie są wcale potrzebne druty - udowadniałam to przez całe lato w Dobrodzieniu. Od pewnego czasu starsza z moich córek, która skończyła 3,5 roku usiłowała mnie namówić bym i ją nauczyła robić na paluszkach... Słyszała jak opowiadam, co robię na warsztatach i raz czy dwa nawet ze mną poszła, ale kończyło się zwykle na liczeniu koralików. Broniłam się przed tym uczeniem... Bałam się, że ją zrażę, że nie będę miała dość cierpliwości. I oto dzisiaj, 2 listopada (w chwili kiedy to piszę wybija północ więc post ukaże się z jutrzejszą datą) poprosiła wieczorem bym nauczyła ją robić na paluszkach. Wybrała włóczkę - maleńką resztkę turkusowego Padisaha - i zaczęłyśmy robić.




W każdym rzędzie powtarzała, że kciuk nie...
i wprawdzie trzymałam jej włóczkę i układałam we właściwym miejscu, ale przebierała tymi paluszkami, jak by to robiła od urodzenia.

To szalik dla siostrzyczki... to jest wprawdzie młodsza siostrzyczka, ale nie na tyle młodsza by zmieściła się w tym szaliku ;-).

Ale co tam!! Jest przepiękny. Myślę, że powinnam go sobie zachować - może jakoś je przekonam, przehandluję za racuchy z dyni.

Duma mnie rozpiera!!

Ale tatuś będzie miał z nami przekichane!